Otrzymałem z dużym opóźnieniem przykrą wiadomość o śmierci Pani Anny Strawińskiej - Marty. Wiadomość ta tym bardziej mnie przygnębiła, gdyż z Panią Anną utrzymywałem kontakt . Jak wiecie była ona autorką dramatycznych w swej wymowie, wspomnień z jej zesłania do Kazachstanu i o brawurowej ucieczce stamtąd. To dzięki niej miałem wiele opisów losów rodziny Strawińskich jak i samych Wodnik.
Pani Strawińska zmarła w styczniu tego roku w Gatineau koło Montrealu w wieku 90 lat. Była żoną zmarłego już Gastona Louisa Marty'ego i córką zmarłego Edwarda Strawińskiego i zmarłej Olgi Cieńskiej. Pozostawiła w żałobie swojego jedynego syna Gastona Marty'ego; siostrzenicę Hankę Anszperger; swojego kuzyna Tadeusza Cieńskiego oraz wielu kuzynów i przyjaciół.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się w środę 17 stycznia 2018 r. o godz. 11.00 w kościele St-Pierre Chanel przy 17 rue des Groseillers w Gatineau (sektor Hull).
Strony
- Strona główna
- Wodniki- wieś moich przodków.
- Mariampol i okolice.
- O rodzinie Strawińskich.
- Rodzina Wenne.
- Kresowe opowieści.
- Wodniki na fotografii.
- Rodzina Studzińskich.
- Ludzie listy piszą...
- Rodzina Costazza.
- Metryki z parafii Mariampol.
- Kresowe fotografie.
- Kresy na fotografii.
- Pomagamy sobie.
- Karaimowie.
- Metryki z Mariampola.
środa, 26 grudnia 2018
piątek, 21 grudnia 2018
Metryki rodziny Wenne z Königsau ( Medenice).
Wreszcie jest jakiś postęp. Znalazłem w końcu metrykę ślubu mojej
babci Olgi z dziadkiem Grzegorzem Wenne. Metryka ta zweryfikowała moją
wiedzę na temat dziadków i ich miejsc urodzenia. Otóż okazuje się, że
babcia Olga miała drugie imię- Rozalia a panieńskim nazwiskiem jej mamy
nie była Gruszczyńska a Skoczypiec. Padła też kolejna legenda- babcia
Olga nie urodziła się w Wojniczu a w Więckowicach w pobliżu Wojnicza.
Podobne sensacje dotyczą Grzegorza Wenne. Urodził się on nie w Żółkwi, ale we wsi Zarudźce w parafii Kościejów koło Żółkwi. Z nieznanych mi przyczyn ślub wzięli stosunkowo późno, gdyż dopiero w lutym 1933 roku, a więc w czasie gdy już urodziło się im troje najstarszych dzieci.

Podobne sensacje dotyczą Grzegorza Wenne. Urodził się on nie w Żółkwi, ale we wsi Zarudźce w parafii Kościejów koło Żółkwi. Z nieznanych mi przyczyn ślub wzięli stosunkowo późno, gdyż dopiero w lutym 1933 roku, a więc w czasie gdy już urodziło się im troje najstarszych dzieci.

Mam jednak dalszy ciąg tej układanki rodzinnej. dzięki pomocy Marty, zaprzyjaźnionej genealożki, mam wreszcie metrykę urodzenia mojego dziadka- Grzegorza Wenne. Tak więc urodził się on ( o czym wiedziałem) 28 czerwca 1894 roku we wsi Zarudźce w parafii Kościejów. I od tego momentu zaczyna się najciekawsze. Był on synem Józefa Wenne, który był z kolei synem Piotra ( lub Petera) rolnika z osady ...Königsau ( Równe) koło Drohobycza. żoną Piotra była Małgorzata Lamberger, żoną Józefa ( ojca Grzegorza) była Emilia z domu Langenfeld, córka Jana i Katarzyny Schmak. Rodzicami chrzestnymi byli Grzegorz i Józefa Niedźwieccy. Nie bardzo mogę odczytać i zrozumieć dopisek z prawej strony, być może ktoś mi w tym pomoże.
Mamy całą serię zgonów dzieci Emilii bez podania danych ojca. Wszystkie dzieci umarły bardzo wcześnie. Zdecydowałem jednak aby nie podawać ich aktów zgonu, niewiele to wniosłoby do genealogii tej rodziny.
Ciekawostka dla mnie jednak jest fakt, że Emilia przed Józefem miała innego męża Jacobusa Becka. Stąd wniosek, że Jacobus musiał umrzeć i brała ślub z Józefem już jako wdowa.
Ciekawostką był fakt, że drugi mąż Emilii- Józef również miał pierwsze małżeństwo za sobą, gdyż jego pierwszą żoną była Elizabeth Trunkwalter. Mieli ze sobą córkę Elizabeth, która zmarła 25.12.1872 roku na anginę w wieku 2 lat:
Teraz metryka ślubu Józefa i wspomnianej Elizabeth:
Ciekawostka dla mnie jednak jest fakt, że Emilia przed Józefem miała innego męża Jacobusa Becka. Stąd wniosek, że Jacobus musiał umrzeć i brała ślub z Józefem już jako wdowa.
Emilia brała ślub 2 lipca 1877 roku w wieku 19, urodzona 11 sierpnia 1856 roku, jej mężem był Jacobus Beck lat 38, wdowiec po Elżbiecie Bilińskiej, syn Jerzego ( Georga) i Elizabeth Jerch, ur.25 lipca 1839 roku.
Mam ten akt zgonu. Jacobus Beck zmarł 30 maja 1880 roku po zaledwie 3 latach małżeństwa, co zaznaczono w metryce. Jest tez informacja o jego pierwszej zonie Elżbiecie Bilińskiej. Jacobus zmarł w wieku 41 lat z powodu tyfusu.
Ciekawostką był fakt, że drugi mąż Emilii- Józef również miał pierwsze małżeństwo za sobą, gdyż jego pierwszą żoną była Elizabeth Trunkwalter. Mieli ze sobą córkę Elizabeth, która zmarła 25.12.1872 roku na anginę w wieku 2 lat:
Teraz metryka ślubu Józefa i wspomnianej Elizabeth:
Metryka ślubu Józefa Wenne z dnia 1 stycznia 1871 roku z Elizabethą Trunkwalter ur. 1858, córką Stefanii z domu Spanier.
Metryka zgony Johanna Langenfelda, ojca Emilii, który zmarł 29 października 1860 roku.
Kolejny sukces w mojej genealogii! Całkiem przypadkowo natrafiłem na metrykę urodzenia ojca Grzegorza Wenne- Józefa. oto ona:
Metryka zgony Johanna Langenfelda, ojca Emilii, który zmarł 29 października 1860 roku.
Kolejny sukces w mojej genealogii! Całkiem przypadkowo natrafiłem na metrykę urodzenia ojca Grzegorza Wenne- Józefa. oto ona:
Z metryki tej dowiedziałem się, że Józef Wenne urodził się 3 czerwca 1849 roku w Konigsau ( Równe) jako syn Piotra kolonisty i Małgorzaty ( Margarety) z domu Lamberger. To spory sukces. mogę więc szukać dalej!
Kolejna metryka to metryka ślubu ojca Józefa - Piotra z roku 1841.
Metryka urodzenia córki Ferdynanda i Angeli- Magdaleny, która urodziła się 15 lutego 1829 roku.
Metryka urodzenia Reginy Wenne, córki Ferdynanda i Angeli, ur. 3 października 1825 roku.
Metryka zgonu męża Reginy- Joannesa Trunkwaltera, który zmarł w wieku 59 lat 18 lutego 1883 roku. Jak zaznaczono w metryce, w chwili śmierci był już wdowcem po Reginie. Tak więc zmarła ona przed 1883 rokiem.
Metryka urodzenia Joannesa, syna Ferdynanda i Angeli, ur. 13 listopada 1818 roku.
Metryka urodzenia kolejnej córki Ferdynanda z drugą żoną Elizabeth Koeller- też Magdaleny, która urodziła się dnia 6 czerwca 1830 roku.
Metryka zgonu Ferdynanda Wenne, który zmarł 13 grudnia 1862 roku w wieku
Kolejna metryka to metryka ślubu ojca Józefa - Piotra z roku 1841.
Ślub odbył się 19 października 1841 roku, Piotr Wenne lat 19, syn Ferdynanda i Angelli ( Anieli) z domu Wienz (?) z panną Małgorzatą ( Margarita) Limberger lat 21, córką Jana ( Joannesa) i Barbary z domu Langenfeld.
Poniżej metryka zgonu Małgorzaty Limberger:
Małgorzata Limberger zmarła dnia 2 marca 1878 roku w wieku 34 lat ( urodzona około 1844 roku).
Metryka urodzenia Piotra Wenne ( w tej metryce nazwisko podano jako Wehne).
Dzięki Carol Sawyer z USA odnalazłem metrykę urodzenia córki Ferdynanda i Angeli- Katarzyny. Nie wiedziałem o jej istnieniu. Oto metryka urodzenia Katarzyny:
Myślę, że warto poszukać innych dzieci Ferdynanda i Angeli. Być może jeszcze kogoś przeoczyłem.
Poniżej metryka zgonu Małgorzaty Limberger:
Małgorzata Limberger zmarła dnia 2 marca 1878 roku w wieku 34 lat ( urodzona około 1844 roku).
Metryka urodzenia Piotra Wenne ( w tej metryce nazwisko podano jako Wehne).
Piotr Wenne ( Wehne) urodził się 10 stycznia 1823 roku w Konigsau jako syn Ferdynanda Wehne i Angeli córki Jana ( Joannesa) z domu Wieser . Asystowali: Georgius Sprog, Barbara Sprog, Petrus Beitel i Elizabetha Teihm.
Będąc już przy Piotrze i Małgorzacie, przedstawiam metrykę zgonu ich rocznego syna Jakuba, który zmarł 25 grudnia 1854 roku na anginę.
Będąc już przy Piotrze i Małgorzacie, przedstawiam metrykę zgonu ich rocznego syna Jakuba, który zmarł 25 grudnia 1854 roku na anginę.
Metryka zgonu 3-letniego syna Piotra Wenne i Małgorzaty, który zmarł 13 grudnia 1862 roku:
Mała sensacja- Piotr Wenne był dwukrotnie żonaty. Oto metryka jego drugiego ślubu:
Mała sensacja- Piotr Wenne był dwukrotnie żonaty. Oto metryka jego drugiego ślubu:
Dnia 25 maja 1879 roku, Piotr Wenne lat 56, wdowiec po Małgorzacie Limberger, syn Ferdynanda i Angeli z domu Wieser z Marią wdową po Vincencie Killer, córką Christophera Trinkla i Anny z domu Braun, lat 46.
Metryka ślubu kolejnego syna Piotra i Małgorzaty- Feliksa:
Metryka ślubu kolejnego syna Piotra i Małgorzaty- Feliksa:
Metryka ślubu córki Piotra Wenne i Małgorzaty- Anny, która wzięła ślub dnia 10 lutego 1875, ur. 6 sierpnia 1857 roku z Josefem Limbergerem synem Adama i Małgorzaty Krenner.
Dnia 2 lutego 1882 roku w Konigsau, Feliks Wenne lat 25, syn Piotra i Małgorzaty z Katarzyną Schmied, wdową po Adamie Kuny, córką Adama i Małgorzaty.
Dnia 2 lutego 1882 roku w Konigsau, Feliks Wenne lat 25, syn Piotra i Małgorzaty z Katarzyną Schmied, wdową po Adamie Kuny, córką Adama i Małgorzaty.
Metryka zgonu żony Piotra- Marii z domu Trunkl, która zmarła 29 grudnia 1918 roku w wieku 85 lat.
Teraz metryka urodzenia Ferdynanda Wenne, ojca Piotra:
Teraz metryka urodzenia Ferdynanda Wenne, ojca Piotra:
Ferdynand Wenne urodził się 15 grudnia 1793 roku jako syn Joannesa ( Jana) i Christiny ( Krystyny) z domu Hesztelin (?).
Metryka ślubu Ferdynanda:
Metryka ślubu Ferdynanda:
Metryka ślubu Ferdynanda Wenne z Angelą Wieser z dnia 5 czerwca 1816 roku, świadkami byli Ferdinand Kaufhold i Antonius Wagner.
Dzięki Carol Sawyer z USA odnalazłem metrykę urodzenia córki Ferdynanda i Angeli- Katarzyny. Nie wiedziałem o jej istnieniu. Oto metryka urodzenia Katarzyny:
Katarzyna Wenne urodziła się 25 czerwca 1820 roku jako córka Ferdynanda i Angeli Wieser. W roku 1839 wyszła za mąż za Jakuba Schwartza.
W roku 1818 urodziło się ich prawdopodobnie najstarsze dziecko, czyli Jan ( Joannes).
Joannes urodził się 3 listopada 1818 roku jako syn Ferdynanda i Angeli Wieser, rodzicami chrzestnymi byli: Joannes Kaufhold i Susanna Kaas.
Metryka urodzenia córki Ferdynanda i Angeli- Magdaleny, która urodziła się 15 lutego 1829 roku.
Metryka urodzenia Reginy Wenne, córki Ferdynanda i Angeli, ur. 3 października 1825 roku.
Metryka zgonu męża Reginy- Joannesa Trunkwaltera, który zmarł w wieku 59 lat 18 lutego 1883 roku. Jak zaznaczono w metryce, w chwili śmierci był już wdowcem po Reginie. Tak więc zmarła ona przed 1883 rokiem.
Metryka urodzenia Joannesa, syna Ferdynanda i Angeli, ur. 13 listopada 1818 roku.
Metryka urodzenia kolejnej córki Ferdynanda z drugą żoną Elizabeth Koeller- też Magdaleny, która urodziła się dnia 6 czerwca 1830 roku.
Metryka zgonu Ferdynanda Wenne, który zmarł 13 grudnia 1862 roku w wieku
Metryka urodzenia brata Ferdynanda- Joannesa Ferdynanda, urodzonego 25 marca 1795 roku.
I jeszcze trójka rodzeństwa Ferdynanda:
I jeszcze trójka rodzeństwa Ferdynanda:
Anna Maria Wenne urodzona 16 października 1788 roku jako córka Joannesa Wenne i Christiny.
Maria Anna Wenne, urodzona 16 czerwca 1791 roku jako córka Joannesa i Christiny.
Maria Anna Wenne, urodzona 16 czerwca 1791 roku jako córka Joannesa i Christiny.
Elizabeth ( Elżbieta) Wenne, urodzona 15 grudnia 1787 roku jako córka Joannesa i Christiny.
Metryka chyba najstarszego dziecka Joannesa i Christiny- Henryka, urodzonego 9 sierpnia 1785 roku.
Mam teraz kilka metryk, których nie jestem pewien. Pierwsza z nich to metryka ślubu 14-letniej (!) Julianny Wenne córki Józefa i Elżbiety z domu Trunkwalter. Na to małżeństwo musiała mieć zgodę ojca, ślub miał miejsce 28 września 1886 roku.
Metryka chyba najstarszego dziecka Joannesa i Christiny- Henryka, urodzonego 9 sierpnia 1785 roku.
Mam teraz kilka metryk, których nie jestem pewien. Pierwsza z nich to metryka ślubu 14-letniej (!) Julianny Wenne córki Józefa i Elżbiety z domu Trunkwalter. Na to małżeństwo musiała mieć zgodę ojca, ślub miał miejsce 28 września 1886 roku.
Kolejna metryka to akt zgonu Elżbiety Wenne, wdowy po zmarłym Józefie Wenne. Nie wiem jeszcze po którym Józefie, czy po ojcu Piotra? Okazało się, że to jednak był dobry trop- Elisabeth Wenne zmarła 17 listopada 1922 roku w wieku 70 lat z powodu astmy i była żoną Józefa Wenne. Ich ślub odbył się dnia 1 stycznia 1871 roku z Elizabethą Trunkwalter ur. 1853, córką Adama i Stefanii z domu Spanier, kolonistów. Józef był oczywiście synem Piotra i Małgorzaty Limberger.

Jakie wnioski z tego wyciągam? Cóż, okazuje się, że rodzina Wenne była rodziną kolonistów niemieckich bądź austriackich, którzy przybyli do Galicji i zamieszkali w tej kolonii. Dowiedziałem się ciekawych rzeczy o samej osadzie Konigsau, która miała kształt pentagramu z kościołem w swej centralnej części.
Jakie wnioski z tego wyciągam? Cóż, okazuje się, że rodzina Wenne była rodziną kolonistów niemieckich bądź austriackich, którzy przybyli do Galicji i zamieszkali w tej kolonii. Dowiedziałem się ciekawych rzeczy o samej osadzie Konigsau, która miała kształt pentagramu z kościołem w swej centralnej części.
Kilka archiwalnych zdjęć przedstawiających dawny kościół w Königsau.
czwartek, 1 marca 2018
O mrocznej i tragicznej historii.
Nigdy
nie byłem zbyt wielkim zwolennikiem pisania o morderstwach na naszych
rodakach w Galicji. Jednakże mija coraz więcej lat,a jakoś nie słychać,
aby oprawcy ponieśli za swe haniebne czyny chociaż symboliczną karę.
Otrzymałem właśnie w ostatnim czasie od znajomego wielkie dzieło, jakim
jest niewątpliwie praca zbiorowa pod tytułem : "Zbrodnie nacjonalistów
ukraińskich na Polakach w powiecie stanisławowskim". W
pracy tej autorzy wspomnień i jednocześnie świadkowie tych zbrodni
wymieniają oprawców z imienia i nazwiska (często byli to ich sąsiedzi i
znajomi), ale jak dotąd włos im z głowy nie spadł. Dziwi indolencja
naszych kolejnych rządów, które jakby nie chciały urazić naszych braci
Ukraińców żądaniami ukarania winnych tych zbrodni.
Rzecz jasna nie mogę cytować zbyt dużych fragmentów książki, ale kilka fragmentów przytoczę.
Fragment wspomnień pana Bronisława Jarosławskiego z Mariampola:
" Podczas mego pobytu w Mariampolu, w jakiś czas po napadzie na Wołczków, został zamordowany przez Ukraińców na terenie wsi Pobereże- Franciszek Krzyżanowski. Ożenił się w Mariampolu, tu zamieszkiwał u swojej żony- Teofili z domu Sęgi. Poszedł w odwiedziny do swej matki i wtedy został zamordowany. Jego zwłoki oprawcy wrzucili do Dniestru. Później zostały one wyłowione i pochowano go na cmentarzu w Mariampolu."
Na ten sam temat wypowiadał się też pan Józef Maliborski z Wołczkowa:
" Pozostaliśmy jeszcze nocując u Franciszka Krzyżanowskiego- Polaka ożenionego z Teofila Sęgą z Wołczkowa. Zginął on potem z rąk miejscowych banderowców."
" 13 marca 1944 roku Ukraińcy spalili Uście Zielone i zamordowali 11 Polaków."
Teraz o ukraińskich ofiarach w samych Wodnikach, gdyż jak wiadomo ta miejscowość interesuje mnie najbardziej. Posiadam kilka informacji, których nie mają jeszcze autorzy książki, a tym bardziej IPN. Oto te fakty, raczej mało znane.
" W Wodnikach u państwa Kluczewskich przebywała matka ze swym 9- letnim synem, którzy pochodzili ze Stanisławowa. Zostali wyciągnięci z domu i bestialsko zamordowani w miejscowym lesie."
(wg relacji mojej mamy)
"Eugeniusz Zawadzki z Wodnik został zastrzelony przez ukraińskich oprawców z najbliższych okolic, być może z Wodnik. Zastrzelono go w pobliskim lesie."
(wg relacji mojej mamy)
"We wrześniu 1941 roku przyszła w okolicach Mariampola i Wodnik wielka powódź- wylał Dniestr. Zostały zalane wsie: Pobereże, Hanuszowce, Łany, Tumirz, Dubowce, Trościańce, Dołhe. Wodniki zostały jedynie podtopione. Ta powódź zahamowała na jakiś czas ukraińskie pogromy.
Polscy mieszkańcy Wodnik (mieszkali w dziewięciu gospodarstwach) zmuszeni byli do ciągłego ukrywania się w lasach przed bojówkami z UPA. Niedługo przed pogromem w Wołczkowie rodzina mojej mamy wyjechała do krewnych w Stanisławowie, gdzie przebywali aż do ich wyjazdu na zachód, czyli do października 1945 roku."
(relacja mojej mamy)
Do tematu powrócę w najbliższym czasie...
Felieton Pana St. Wodyńskiego sprzed wielu lat, ale niestety, wciąż aktualny.
Rzecz jasna nie mogę cytować zbyt dużych fragmentów książki, ale kilka fragmentów przytoczę.
Fragment wspomnień pana Bronisława Jarosławskiego z Mariampola:
" Podczas mego pobytu w Mariampolu, w jakiś czas po napadzie na Wołczków, został zamordowany przez Ukraińców na terenie wsi Pobereże- Franciszek Krzyżanowski. Ożenił się w Mariampolu, tu zamieszkiwał u swojej żony- Teofili z domu Sęgi. Poszedł w odwiedziny do swej matki i wtedy został zamordowany. Jego zwłoki oprawcy wrzucili do Dniestru. Później zostały one wyłowione i pochowano go na cmentarzu w Mariampolu."
Na ten sam temat wypowiadał się też pan Józef Maliborski z Wołczkowa:
" Pozostaliśmy jeszcze nocując u Franciszka Krzyżanowskiego- Polaka ożenionego z Teofila Sęgą z Wołczkowa. Zginął on potem z rąk miejscowych banderowców."
" 13 marca 1944 roku Ukraińcy spalili Uście Zielone i zamordowali 11 Polaków."
Teraz o ukraińskich ofiarach w samych Wodnikach, gdyż jak wiadomo ta miejscowość interesuje mnie najbardziej. Posiadam kilka informacji, których nie mają jeszcze autorzy książki, a tym bardziej IPN. Oto te fakty, raczej mało znane.
" W Wodnikach u państwa Kluczewskich przebywała matka ze swym 9- letnim synem, którzy pochodzili ze Stanisławowa. Zostali wyciągnięci z domu i bestialsko zamordowani w miejscowym lesie."
(wg relacji mojej mamy)
"Eugeniusz Zawadzki z Wodnik został zastrzelony przez ukraińskich oprawców z najbliższych okolic, być może z Wodnik. Zastrzelono go w pobliskim lesie."
(wg relacji mojej mamy)
"We wrześniu 1941 roku przyszła w okolicach Mariampola i Wodnik wielka powódź- wylał Dniestr. Zostały zalane wsie: Pobereże, Hanuszowce, Łany, Tumirz, Dubowce, Trościańce, Dołhe. Wodniki zostały jedynie podtopione. Ta powódź zahamowała na jakiś czas ukraińskie pogromy.
Polscy mieszkańcy Wodnik (mieszkali w dziewięciu gospodarstwach) zmuszeni byli do ciągłego ukrywania się w lasach przed bojówkami z UPA. Niedługo przed pogromem w Wołczkowie rodzina mojej mamy wyjechała do krewnych w Stanisławowie, gdzie przebywali aż do ich wyjazdu na zachód, czyli do października 1945 roku."
(relacja mojej mamy)
Do tematu powrócę w najbliższym czasie...
Felieton Pana St. Wodyńskiego sprzed wielu lat, ale niestety, wciąż aktualny.
Skażona krwią
niewinnych ludzi ziemia …nie wydaje plonów!
Podróżując już
kolejny raz na Kresy …nawiedza mnie uporczywa refleksja, że na
skażonej krwią niewinnych ludzi Ukrainie …nigdy nie powstanie
samodzielne, cywilizowane państwo. Mimo prób i wysiłków
podejmowanych przez tamtejsze społeczeństwo …z roku na rok
więdnie wiara, ulatniają się resztki nadziei ,iż dar wolności
jaki przyniosła wasalom ZSRR polska „Solidarność” –
detonując ładunek wybuchowy, który zniszczył „imperium szatana”
- zaowocuje powstaniem bytu państwowego – którego obywatele
będą rzeczywistym podmiotem .Państwa kierującego się normami
prawnymi i posiadającego odpowiednie instytucje zapewniające ich
przestrzeganie . Niby wszystko na pozór jest tam tworzone ,tak jak
gdzie indziej… jest trójpodział władzy, która dzieli się
,tak jak w innych demokracjach na :ustawodawczą, wykonawczą i
sądowniczą .Są wzięte od innych szablony wg .których miano
zbudować niezależność i dobrobyt ,ale Ukraińcom jakoś to
nie wychodzi. Z moich obserwacji wynika ,że niczym na planecie
małp … wszystko jest realizowane karykaturalnie. Na opak, albo
bardzo wykoślawione ,a dotyczy to prawie wszystkich dziedzin życia
publicznego. Mam przeświadczenie ,iż państwa … w rozumieniu
tworu troszczącego się o rozwiązywanie i zaspokajanie potrzeb
zbiorowości mieszkańców ziem leżących na Dniestrem i Dnieprem
- nie ma ! Jest natomiast opresyjna machina ,przeżarta
niewyobrażalną korupcją …Każdy kontakt z tamtejszą ,pożal
się Boże władzą - dla zwykłego człowieka jest zawsze jednym,
wielkim stresem . Dochodzi dodatkowo do tego rozbudowana i
czerpiącą korzyści ze wszelkich przejawów aktywności
gospodarczej - struktura mafijna .Trzeba na Ukrainie się nie tylko
opłacać sprzedajnym urzędnikom i milicjantom ,ale i zwykłym
bandytom .Prowadzisz, warsztat samochodowy, sprzedajesz na
targowisku, masz sklep ,handlujesz warzywami, jeździsz taksówką,
ba… budując dom - płacisz haracz! Na studia dziecko nie
dostanie się bez łapówki. Lekarz bez zwyczajowego wziątku - na
ciebie nie spojrzy …Do tego dochodzi przecież codzienne
utrzymanie siebie i swojej rodziny za pensje stanowiące
równowartości 100 euro n a miesiąc ,przy cenach podstawowych
produktów i usług porównywalnych do cen w Polsce .Cała rzesza
rencistów i emerytów otrzymuje świadczenie 700 hrywien
miesięcznie! Co daje w przeliczeniu na złotówki niecałe 300 zł!
W miastach ,jest wprawdzie kolorowo, pasaże handlowe…jak w
europejskich metropoliach ,ale klientami są w nich chyba tylko
przyjezdni z zagranicy ,albo ci którzy pobierają „kałymę” -
przeróżnego kalibru gangsterzy .Życie tam jest jednym pasmem
udręki ,która jest znoszona z filozoficzna pokorą …iż „ u
nich ,nigdy nie będzie normalnie”. W rozmowach dominuje rezygnacja
i coraz bardziej artykułowane przeświadczenie ,że Ukraina ne
budie żywa - póki nie rozliczy się z mrocznej przeszłości …
Są też i inne postawy ,które państwową ,cywilizacyjną i
kulturalną oligofrenię próbują zamaskować, zagłuszyć
hałaśliwym nacjonalizmem.. i ..przy każdej okazji odwołują się
do najplugawszych i haniebnych tradycji morderców spod znaków
UPA,OUN. Wymachują czerwono czarnymi sztandarami, nawet w
najmniejszej miejscowości, pasiołku zaledwie - usypuje się kurhany
ozdobione tryzubem …upamiętniające gierojów poległych dla
sławy Ukrainy. Jak w prześmiewczym utworze …”a na switu
Ukrainy,zjechałysia wsie Rusiny..czeres misto szli piszki,aż im
warkotiły kiszki…” świętują przy każdej okazji ,zapewniając
o swojej miłości do ojczyzny, którą przecież okradają
,oszukują na co dzień .Budują ozdobne cerkwie, obwieszają urzędy
ikonami … poszukują sacrum, którego przez ponad 50 lat pozbawili
ich komuniści .Ale wyznać straszliwego grzechu ludobójstwa
popełnionego w imię narkotycznych wizji Samostijnej Ukrainy nie
potrafią ,nie umieją przyznać się do niewyobrażalnych cierpień
jakie w imię doktryny czystek etnicznych - zadali niewinnym
ludziom ,swoim długoletnim sąsiadom ,a nawet niekiedy i bliskim
krewnym .
środa, 28 lutego 2018
Mariampol i Wodniki.
Oto kilka fotografii z Mariampola i jego okolic, które to kilka lat temu przysłał mi Pan Staszek Wodyński.
Wodniki, ochaby.
Wodniki.
Młyn w Mariampolu.
Wodniki, ochaby.
Wodniki.
Młyn w Mariampolu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)